"(...) nie mozemy zmuszac ludzi do prezentacji swoich projektow -
choc jest to dobra szansa na pokazanie swojej pracy, poznanie nowych
ludzi i przecwiczenie umiejetnosci prezentacji osiagniec - musimy sie
liczyc z tym, ze polacy czesto ukrywaja swoja prace w szufladzie, a
pozniej marudza ze to "oni pierwsi wymyslili" - jak na tych durnych
plakatach o fotografii kolorowej - moim zdaniem to wstyd a nie powod
do dumy :-( Z drugiej strony mlodzi ludzie sa tak zapracowani
przetrwaniem i zwyklymi codziennymi zajeciami ze czesto brakuje im
czasu lub sily na kazda dodatkowa prace... Jest takie powiedzenie ze
"nauka wymaga ofiar/poswiecen", z czym sie zupelnie nie zgadzam, choc
czasami jak obserwuje ilosc pracy i energii wlozonej przez jednostki
po to zeby budowac lepszy swiat, to zastanawiam sie ze moze cos w tym
jest, ze oni sami siebie poswiecaja. Wciaz pozostaje nam duzo do nauczenia sie od krajow bardziej
rozwinietych (zachodu?), gdzie nauka to dobrze zorganizowana zabawa
raczej niz smutny obowiazek."
Zastanawiam się co się stanie z naszą cywilizacją za kilkanaście albo kilkadziesiąt lat, jeśli już teraz więcej jest specjalistów od zarządzania i marketingu niż ludzi od tworzenia...a opłakane skutki co raz bardziej są widoczne w postaci co raz słabszych rozwiązań, bardziej zawodnych urządzeń i tworzenia "produktu" z tego co z produktem ma niewiele wspólnego. Nie mówię nawet o oszukiwaniu praw ekonomii kłamstwami marketingu, reklamy i innych dziwnych wymysłów tak zwanych "relacji międzyludzkich" (choć PR / Public Relations niewiele ma w moim odczuciu z międzyludzkimi relacjami). Mam na myśli to, że ludzie co raz bardziej są zaplontani w swoje projekcje, zapominając, że żyją w fizycznym świecie, który wbrew pozorom kieruje sie bardzo prostymi prawami...
Przykładem niech będzie statek kosmiczny, w którym podróżują najzacniejsze umysły naszego świata tworząc rozwiązania o których nawet nie śniliśmy. Jedna teoria głosi, że ze względu na ograniczoną populację, na przestrzeni kilku pokoleń dojdzie do degenracji genetycznej, która sprawi że bliscy potomkowie genialnych umysłów będą tak głupi, że nie będą w stanie wykonać najprostszej operacji na sprzęcie który zastaną na pokładzie statku którym podróżują. Moim zdaniem jednak, będzie to wyglądać tak, że pewne rzeczy które potomkowie genialnych umysłów zastaną w swoim codziennym życiu, będą dla nich tak oczywiste i powszechne, że przestaną zastanawiać się jak działają i skąd się wzieły - kilka pokoleń później nikt nie będzie w stanie powedzieć, przypomnieć sobie ani zrozumieć jak to wszystko działa, i tak upadnie genialna cywilizacja, albo zamieni się w stado pokornych baranów (byćmoże owieczek). Ludzie zapomną co się kryje za "kliknięciem myszką", że tam dzieje sie milion skomplikowanych rzeczy, które ktos musiał wysmyślić i zaimplementować - będą chcieli po prostu co raz to nowszych i tańszych rozwiązań spadających z nieba. To czarny scenariusz, który niestety czasami można oglądac już dzisiaj. Masowy brak ciekawości podstawowych rzeczy. Ignorancja wobec ludzi, Atlasów, którzy sprawiają, że nasz świat działa. Smutne, ale zauważalne.
"(..) Wyboraźcie sobie pomiar "umysłu", dowód na to co dzieje się po śmierci, oraz to co może znaczyć pomiar "Boga" i jak może to wpłynąć na nasz świat i tych wszystkich zagubionych ludzi perfidnie wykorzystywanych przez innych ludzi bez skrupulów - może wtedy największy bezsens naszej jakże młodej cywilizacji mógłby się zakończyć zanim cywilizacja wykończy sama siebie.. swoja droga chyba nikt już nie potrzebuje kolejnego błyszczącego 65 tysiącami kolorów i multipolifonicznym dźwiękiem kawałka plastiku :-)" /cederom
W nowym roku życzę przede wszystkim realizacji swoich marzeń i celów - aby nie zabrakło zdrowia, czasu i możliwości, a radość z działania i satysfakcja z osiągnięć dawała siłę do dalszego tworzenia i rozwoju! Wszystkiego co najlepsze w 2010! :-)
"Playboy: Przez ostatnią dekadę pracowałeś nie z ekipą fimową, ale z podwodnymi eksploratorami. Jak to cię zmieniło?
James Cameron: Ludzie, którzy współpracowali ze mną wcześniej, myślą, że jestem równie szalony jak dawniej, ale ja sądzę, że wróciłem do świata filmu z innym spojrzeniem na świat. Przy wszystkich produkcjach przed Avatarem film był moim jedynym bogiem. Gdy zaangazowałem się w projekty NASA i podwodne badania, poznałem nie tylko innych ludzi, ale inne sposoby myslenia. Zauważyłem, że Hollywood i to, co tam robimy, prawie nic dla nich nie znaczy. To było jak otrzeźwienie. Teraz patrzę na Hollywood i dostrzegam ludzi, którzy nie chcą i nie mogą żyć poza tą sztuczną bańką. Nie chcę być jednym z nich. Teraz robienie filmów jest tylko moja pracą."
Fragment rozmowy z Jamesem Cameronem, Playboy Nr 12(204) Grudzień 2009.
Czy zastanawiał(e/a)ś się kiedyś skąd biorą sie produkty za 5zł albo dlaczego twój nowy odtwarzacz dvd przestaje działać zaraz po wygaśnięciu gwarancji? Polecam ciekawy wykład w języku angielskim :-)